Polska dołączyła do wąskiego grona krajów z dwoma własnymi, otwartymi modelami językowymi. Oto czym są Bielik i PLLuM, kto za nimi stoi i dlaczego to takie ważne dla polskiej technologii.
W świecie zdominowanym przez amerykańskie i chińskie modele sztucznej inteligencji, Polska po cichu zbudowała coś, czym naprawdę może się pochwalić. Kraj dołączył do wąskiego grona państw, które posiadają aż dwa własne, otwarte, duże modele językowe. Ich nazwy, Bielik i PLLuM, są coraz częściej wymieniane jako dowód rosnących ambicji technologicznych nad Wisłą.
Bielik, czyli oddolna inicjatywa
Pierwszy z bohaterów to Bielik, projekt rozwijany przez społeczność SpeakLeash we współpracy z Akademią Górniczo-Hutniczą oraz z wykorzystaniem superkomputerów ośrodka Cyfronet. Co szczególnie istotne, jest to inicjatywa w dużej mierze oddolna, oparta na zaangażowaniu bardzo wielu osób, a nie wyłącznie na odgórnej decyzji jednej wielkiej korporacji technologicznej.
Największą zaletą Bielika jest bez wątpienia jego otwartość. W przeciwieństwie do zamkniętych, komercyjnych rozwiązań, jego kod źródłowy pozostaje dostępny dla wszystkich zainteresowanych. Każdy może go pobrać, uruchomić lokalnie na własnym sprzęcie i swobodnie dostosować do swoich potrzeb. To fundamentalna różnica, która daje użytkownikom pełną kontrolę nad technologią.
Jak rósł Bielik

Model rozwijał się stopniowo, wersja po wersji. Pierwsza jego odsłona opierała się na architekturze Mistral i liczyła około siedmiu miliardów parametrów. Druga wersja, która pojawiła się w sierpniu 2024 roku, została rozbudowana już do jedenastu miliardów parametrów, a samo okno kontekstu powiększono do ponad trzydziestu dwóch tysięcy tokenów, co znacząco zwiększyło jego możliwości.
Na początku 2026 roku zaprezentowano już trzecią generację modelu, co dobrze pokazuje, jak szybkie jest tempo prowadzonych prac. Bielik potrafi między innymi generować tekst, analizować treści, a nawet wykrywać mowę nienawiści czy rozpoznawać ironię i sarkazm, które od zawsze są jednymi z trudniejszych wyzwań dla sztucznej inteligencji.
PLLuM, odpowiedź instytucji
Drugim filarem polskiej sztucznej inteligencji jest PLLuM, czyli rodzina modeli językowych powstała z zupełnie innej strony. Za projektem stoi Ministerstwo Cyfryzacji oraz konsorcjum aż sześciu instytucji naukowych, w tym Politechnika Wrocławska, NASK oraz kilka instytutów Polskiej Akademii Nauk. To przedsięwzięcie o wyraźnie państwowym i naukowym rodowodzie.
Podobnie jak Bielik, PLLuM został udostępniony w modelu otwartym, tak aby mógł z niego swobodnie korzystać każdy zainteresowany. Jego twórcy od samego początku kładli nacisk nie tylko na skuteczność działania, lecz także na bezpieczeństwo oraz standardy etyczne, co ma szczególne znaczenie zwłaszcza w kontekście zastosowań w szeroko rozumianej sferze publicznej.
Sztuczna inteligencja wchodzi do urzędów
Właśnie zastosowania czysto praktyczne najlepiej pokazują realną wartość tych modeli. PLLuM został już wdrożony w administracji publicznej, gdzie może realnie pomagać w codziennej pracy urzędów. Model trafia stopniowo także do samorządów, a to oznacza, że polska sztuczna inteligencja powoli przestaje być jedynie ciekawostką, a staje się prawdziwym narzędziem pracy.
Nie pozostaje daleko w tyle również Bielik, który celuje między innymi w polskie szkoły. Wykorzystanie rodzimego modelu w edukacji mogłoby przyzwyczaić młodych ludzi do narzędzi tworzonych w kraju i działających w ich własnym języku. To dobrze pokazuje, że oba projekty aktywnie szukają dla siebie konkretnych i naprawdę użytecznych zastosowań.
Dlaczego własny język ma znaczenie
Kluczowym powodem, dla którego w ogóle warto tworzyć rodzime modele, jest sam język. Zdecydowana większość dużych, zagranicznych systemów szkolona jest przede wszystkim na angielszczyźnie, a polski, z jego skomplikowaną gramatyką i bogatą odmianą, bywa traktowany nieco po macoszemu. Model rozwijany lokalnie ma więc szansę znacznie lepiej rozumieć subtelne niuanse naszej mowy.
Realistyczne spojrzenie
Trzeba jednak zachować zdrowy dystans i nie popadać w przesadny entuzjazm. Polskie modele wciąż mają znacznie mniej parametrów niż najwięksi światowi gracze, a ilość dostępnych danych treningowych w języku polskim pozostaje mocno ograniczona. To całkowicie naturalne wyzwania dla mniejszego rynku, które będą wymagały jeszcze sporo czasu i konsekwentnej pracy.
Dlaczego to ważne
Mimo tych wszystkich ograniczeń, samo istnienie dwóch otwartych, krajowych modeli to naprawdę spore osiągnięcie. Chodzi tu bowiem o coś znacznie więcej niż tylko technologię, ponieważ w grę wchodzi także niezależność oraz kontrola nad własnymi danymi. Posiadanie rodzimych narzędzi sprawia, że kraj nie musi w tej strategicznej dziedzinie polegać wyłącznie na zagranicznych dostawcach.
Podsumowując, cała historia Bielika i PLLuM dobrze pokazuje, że w globalnym wyścigu o sztuczną inteligencję liczą się nie tylko najwięksi giganci. Polska, umiejętnie łącząc oddolny zapał społeczności z instytucjonalnym wsparciem państwa, zbudowała własny przyczółek w tej strategicznej dziedzinie. Rok 2026 może być właśnie tym, w którym rodzime modele naprawdę wejdą do codziennego użytku.

Keep subscribing to Katarzyna WójcikHer next filing reaches you the moment it publishes, on her own subdomain.
Subscribe
