Francja i Niemcy szykują kompromis, który może przywrócić silniki spalinowe do masowej sprzedaży po 2035 roku. Inwestorzy już reagują, a rynek wstrzymuje oddech.
Rynek motoryzacyjny właśnie przeżywa chwilkę, o której jeszcze rok temu nikt nie chciał myśleć głośno. Francja i Niemcy uzgodniły wspólne stanowisko, które ma złagodzić zasady dotyczące nowych samochodów spalinowych po 2035 roku. To nie jest plotka z forów internetowych, lecz konkretne porozumienie dwóch największych gospodarek Unii Europejskiej, które realnie zmieni reguły gry dla producentów.
Reakcja giełdy była błyskawiczna i jednoznaczna. Według notowań przytoczonych przez BFM Bourse, około południa 7 października akcje Renault zyskiwały 1,9%, Stellantis 1%, a Volkswagen 1,74%. Dla branży, która od miesięcy tkwi w defensywie i liczy straty, to wyraźny sygnał, że najczarniejszy scenariusz właśnie odchodzi w przeszłość. Producenci odetchnęli z ulgą, a analitycy zaczęli na nowo wyceniać ryzyko regulacyjne, które do tej pory ciążyło na kursach akcji jak olbrzymi kamień młyński.
Kompromis, który ratuje fabryki
Obecne unijne przepisy są bezlitosne i pozostawiają producentom bardzo mało manewru. Od 2035 roku wymagają 100-procentowej redukcji emisji CO2 nowych samochodów osobowych i dostawczych w stosunku do poziomu z 2021 roku. To de facto wyrok śmierci dla masowej produkcji aut z silnikami spalinowymi, które wciąż stanowią kręgosłup europejskiego przemysłu. Komisja Europejska w grudniu 2025 roku zaproponowała obniżenie tego celu do 90%, pozwalając na kompensację pozostałych emisji przez niskoemisyjną stal, paliwa syntetyczne lub biopaliwa.
Nowa inicjatywa francusko-niemiecka idzie jednak o krok dalej i proponuje bardziej pragmatyczne rozwiązanie. Miałaby obniżyć wymagany poziom redukcji o kolejne 10 punktów procentowych, czyli do 80%. Co kluczowe, ta dodatkowa część ustępstwa nie wymagałaby skomplikowanej kompensacji, co znacznie upraszcza proces certyfikacji. Dla producentów to ogromna ulga, bo oznacza większą swobodę doboru napędów i stabilizację planów produkcyjnych. Francja miałaby poprzeć niemieckie postulaty dotyczące silników spalinowych, a Niemcy ustąpić w sprawie wymogów preferujących europejską produkcję.
Jeśli te ustalenia przełożą się na ostateczne regulacje, europejskie fabryki otrzymają dodatkowe wsparcie finansowe i prawne. Klienci zyskają natomiast dostęp do szerokiego wachlarza technologii napędowych, co jest kluczowe dla zachowania atrakcyjności cenowej nowych pojazdów. To nie jest powrót do przeszłości, ale raczej zrównoważenie ambicji klimatycznych z realiami ekonomicznymi, które pozwalają utrzymać miejsca pracy w sektorze, który zatrudnia miliony ludzi w całej Europie.
Giełdowy impuls dla dostawców
Wzrost cen akcji samych producentów nie jest jedynym sygnałem optymizmu na parkiecie. Mocno drożeli również dostawcy części, co pokazuje, że rynek wierzy w długoterminowy popyt na tradycyjne komponenty mechaniczne i elektroniczne. Forvia zyskała aż 9,5%, OPmobility 5,5%, a Valeo 3%. W przypadku Forvii dodatkowym wsparciem była poprawa rekomendacji przez Bank of America, choć całego wzrostu tej spółki nie należy przypisywać wyłącznie doniesieniom politycznym, ale również jej silnej pozycji rynkowej.
To odbicie następuje po trudnych miesiącach, w których indeks Stoxx Europe 600 Automobile and Parts tracił na wartości od początku roku. Inwestorzy byli przestraszeni niepewnością regulacyjną i obawiali się, że transformacja elektryczna zniszczy tradycyjny łańcuch dostaw. Dla nich to dowód, że sektor motoryzacyjny nie jest skazany na ciągły spadek wyceny. Wręcz przeciwnie, zmiany regulacyjne mogą otworzyć nowe okna inwestycyjne dla firm, które mają w portfelu produkty kompatybilne z różnymi typami napędów.
Rynek reaguje na stabilność, a kompromis francusko-niemiecki daje właśnie poczucie stabilności, której tak bardzo brakowało. Dostawcy mogą znowu planować inwestycje w nowe linie produkcyjne, nie obawiając się, że za pięć lat ich produkty staną się zbędne. To pozytywna zmiana w nastrojach, która może przełożyć się na dalszy wzrost zatrudnienia i innowacji w sektorze poddostawczym, który jest fundamentem całej europejskiej gospodarki przemysłowej.
Autopilot Tesli w praktyce
Zupełnie innym aspektem rozwoju motoryzacji są systemy wspomagania kierowcy, które zyskują na popularności, ale budzą też spore kontrowersje. Niemiecki automobilklub ADAC przetestował autopilota Tesli, który dziś nazywa się Pełna Samodzielna Jazda pod nadzorem. Testy przeprowadzono w Danii, gdzie system jest legalny, co dało ekspertom cenne dane o jego zachowaniu na europejskich drogach o specyficznym układzie i infrastrukturze. Wyniki dają do myślenia, bo statystyki wypadków to nie wszystko, co liczy się w ocenie bezpieczeństwa.
Podczas dwugodzinnej jazdy próbnej samochód trzykrotnie oblałby egzamin na prawo jazdy, co jest alarmującym sygnałem dla potencjalnych użytkowników. To pokazuje, że mimo zaawansowanej technologii, system ma swoje ograniczenia i nie jest wszechwiedzący. Już po kilku kilometrach jazdy może pojawić się złudne poczucie bezpieczeństwa, bo auto bardzo sprawnie radzi sobie w ruchu i potrafi przewidywać manewry innych pojazdów. Tesla szybko budzi zaufanie, ale niemieccy eksperci ostrzegają, że to zaufanie może być niebezpieczne.
Rynek nowych aut w Polsce
W Polsce rynek nowych aut przeżywa swoje pięć minut i odnotowuje historyczne wyniki, które zaskakują samych analityków. Dane Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców wskazują, że wrześniowa liczba rejestracji zwiększyła się względem sierpnia o ponad 10,4 tys. pojazdów. W porównaniu z wrześniem poprzedniego roku rynek urósł o 13 proc. Wrześniowy wynik jest najwyższy zanotowany w tym miesiącu w historii pomiarów, co świadczy o ogromnym popycie.
Od początku roku na polskich drogach pojawiło się 470,5 tys. nowych samochodów osobowych, co oznacza wzrost o 10 proc. w ujęciu rok do roku. Największą marką na polskim rynku pozostaje Toyota, która od początku roku zarejestrowała blisko 65,5 tys. samochodów. To o 4,6 proc. mniej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku, jednak marka zachowała 13,9 proc. udziału w rynku, co jest imponującym wynikiem w tak konkurencyjnej branży.
Drugie miejsce zajęła Skoda z 49,3 tys. rejestracji i udziałem na poziomie 10,5 proc., a trzeci był Volkswagen, którego samochody zarejestrowano 36,1 tys. razy. Warto zauważyć, że w strukturze wrześniowych rejestracji dominowali klienci instytucjonalni, którzy odpowiadali za 67,3 proc. zakupów nowych samochodów osobowych. Taki rozkład sił wskazuje na silny popyt ze strony flot firmowych, co stabilizuje rynek i daje producentom pewność co do przyszłych zamówień.
Używane auta z USA
Trend importu używanych samochodów do Polski wykazuje niepokojące zjawiska, które wymagają uwagi ze strony kupujących. W ciągu ostatnich 12 miesięcy liczba sprowadzonych aut spadła do 902,7 tys., podczas gdy na koniec września 2025 roku wynosiła 965,0 tys. sztuk. Jeśli ten trend się utrzyma, wynik roczny spadnie poniżej pułapu 900 tys. sztuk, co będzie najniższym rezultatem od 2015 roku.
Szczególnie istotny jest wzrost importu ze Stanów Zjednoczonych, który wyniósł 59 992 sztuk, co oznacza wzrost o 5,7 proc. Cechą charakterystyczną importu samochodów z USA jest to, że w przeważającej większości są to samochody sprowadzane jako uszkodzone. Są wśród nich auta powypadkowe, zalane, po aktach wandalizmu, które w Ameryce są tanio naprawiane lub po prostu sprzedawane na części.
Poza wyjątkowymi sytuacjami import używanych samochodów nieuszkodzonych z USA jest nieopłacalny ze względu na wysokie koszty transportu i cła. Warto zachować szczególną ostrożność podczas oględzin aut sprowadzanych ze Stanów Zjednoczonych i Kanady, bo nawet auta nieznacznie uszkodzone mogą być nieodwracalnie zepsute w procesie dostosowania do sprzedaży niskim kosztem. Dla kupujących to ważna lekcja: cena nie zawsze odzwierciedla realną wartość pojazdu, a ukryte wady mogą okazać się bardzo kosztowne w naprawie.
Najczęstsze pytania

Keep subscribing to Jakub SzymańskiHer next filing reaches you the moment it publishes, on her own subdomain.
Subscribe
