Winniczek to największy ślimak w Polsce, obojnak, który zimą zapada w sen za wapiennym wieczkiem. Objęty częściową ochroną i cenny w eksporcie, coraz szybciej znika z krajobrazu, a na Warmii i Mazurach jego zbiór jest zakazany także w 2026 roku. Opowieść o powolnym bohaterze polskiej przyrody.
Po jesiennym deszczu, gdy trawa i liście lśnią od wilgoci, po mokrym listowiu powoli sunie duży ślimak z wysuniętymi czułkami. To winniczek, największy ślimak polskich ogrodów i pól, cichy olbrzym, który dziś przeżywa coraz trudniejsze czasy w naszym krajobrazie.
Największy ślimak naszych ogrodów
Winniczek jest naprawdę okazały. Jego spiralna, kremowobrązowa muszla osiąga u dorosłych osobników nawet trzy do niemal pięciu centymetrów średnicy, co czyni go największym skorupkowym ślimakiem w kraju. Spotkamy go w ogrodach, zaroślach i wilgotnych zakątkach lasów oraz łąk.
Jego życie toczy się w rytmie powolnym i spokojnym. Żywi się roślinami oraz rozkładającą się materią, a mimo delikatnej postury potrafi żyć zaskakująco długo. W naturze dożywa zwykle kilku lat, ale w sprzyjających warunkach może przetrwać nawet dwadzieścia czy trzydzieści lat.
Życie ślimaka: hermafrodyta i zimowy sen

Biologia winniczka kryje prawdziwe niespodzianki. Każdy osobnik jest obojnakiem, czyli ma zarówno cechy samca, jak i samicy, a mimo to do rozmnożenia potrzebuje partnera. Zaloty tych ślimaków są powolnym, wielogodzinnym rytuałem, w którym pojawiają się nawet niewielkie wapienne strzałki miłosne.
Gdy nadchodzi chłód, winniczek szykuje się do zimowego snu. Zagrzebuje się w ściółce, po czym zamyka wejście do muszli twardym, wapiennym wieczkiem, które chroni go przez całą zimę. Dopiero wiosną wieczko odpada, a ślimak powoli budzi się do życia.
Chroniony, ale wciąż zbierany
W Polsce winniczek objęty jest częściową ochroną gatunkową. Jego zbiór jest dozwolony tylko przez trzydzieści dni w roku, od dwudziestego kwietnia do końca maja, i wyłącznie w przypadku okazów, których muszla przekracza trzydzieści milimetrów średnicy.
Nie bez powodu, bo Polska od lat należy do największych dostawców jadalnych ślimaków w Europie. W rekordowym roku 2011 na samej Warmii i Mazurach zebrano aż czterysta dziesięć ton winniczków, jednak w ostatnich latach połowy drastycznie zmalały, spadając miejscami do zaledwie kilkudziesięciu ton.
Znika z krajobrazu
Właśnie ten spadek stał się sygnałem alarmowym. Na Warmii i Mazurach ślimaków ubyło tak bardzo, że zbiór został tam całkowicie zakazany, również na rok 2026. Winniczek po prostu znika z części polskiego krajobrazu, a złożyło się na to wiele przyczyn naraz.
Za spadkiem stoją utrata wilgotnych siedlisk, coraz bardziej wysprzątane ogrody i pola, a także susze, które tak dobrze znam z polskiej wsi. Ślimak potrzebuje wilgoci, więc przesuszony i nadmiernie uporządkowany krajobraz staje się dla niego coraz mniej gościnny.
Powolny bohater przyrody
A szkoda, bo winniczek to cichy i pożyteczny mieszkaniec przyrody. Rozkładając obumarłe rośliny, uczestniczy w obiegu materii i wzbogaca glebę, a sam bywa pokarmem dla jeży, ptaków i drobnych ssaków. Jego obecność świadczy o tym, że dane miejsce jest wilgotne i pełne życia.
Jest też swoistym barometrem stanu krajobrazu. Tam, gdzie ślimaki mają się dobrze, zwykle w porządku jest też reszta wilgotnej łąki czy zarośli. Ich zanikanie to kolejny cichy sygnał, że nasza wieś wysycha i ubożeje szybciej, niż nam się wydaje.
Jak pomóc ślimakom
Na szczęście pomóc tym powolnym stworzeniom nie jest trudno. Wystarczy zostawić w ogrodzie wilgotny, zacieniony kąt, kupkę liści czy kamieni, zrezygnować z chemicznych trutek na ślimaki i nie zbierać winniczków poza dozwolonym okresem. Takie drobne gesty dają im realną szansę na przetrwanie.
Warto się zatrzymać
Winniczek uczy nas także czegoś o cierpliwości. W świecie, który wiecznie się spieszy, ten ślimak robi wszystko powoli, w swoim własnym rytmie, a mimo to od tysięcy lat radzi sobie znakomicie. Czasem naprawdę warto zatrzymać się i przyjrzeć takiemu drobnemu cudowi natury.
Wędrując po wysychających polach i wsiach, nauczyłem się dostrzegać te najmniejsze istoty. Gdy po deszczu widzę winniczka spokojnie sunącego przez trawę, przypomina mi on, że nawet najpowolniejsze i najcichsze życie jest częścią krajobrazu, o który naprawdę warto walczyć.

Keep following Filip ZielińskiHer next filing reaches you the moment it publishes, on her own subdomain.
Follow